Liverpool nie istnieje. Tak jak myślałem, Spurs ich jadą równo. 3:0 do przerwy i zanosi się na kolejne bramki dla gospodarzy po przerwie. Na samym początku Liverpool coś próbował, ale Spurs z czasem opanowali zupełnie mecz. Co chwilę są pod bramką rywali. Pierwszego gole zdobył Pavluchenko po podaniu Campbella, który ładnie szedł za piłką do końca, choć miał rywala na plecach. 2 kolejne bramki strzelił Campbell. Coś czułem przed meczem, że to będzie jego mecz
Sam Torres w ataku niewiele może zrobić, a nikt mu specjalnie nie pomaga.
Jednostronne widowisko, ale całkiem niezłe.
edit:
już 4:2. Liverpool po rzutach rożnych, 4 dla Spurs dorzucił Roman. Bedzie doliczone kilka ładnych minut. Gomesa długo opatrywali na murawie, w końcu go znieśli, nawet nie wiadomo czy przytomny jest. Degen kopnął go w głowę gdy obaj biegli do piłki. Zderzenie czołowe można powiedzieć, bo biegli na siebie.
Riley jak zwykle lubi zepsuć widowisko. Degen był faulowany przez Bale'a w polu karny, powinien być karny [jest 4:2] i pewnie byłoby 4:3. Ale Riley udawał, że nie widzi.
a tymczasem Chelsea remisuje na 5 minut do końca z Burnley 1:1
edit: Gomes nie stracił jednak przytomności i ponoć wizyta w szpitalu nie będzie konieczna.
9 minut doliczonych.





