Artykuły prasowe warte przeczytania - Strona 15

Muzyka. Literatura. Prasa. Film. TV. Krótko mówiąc - Kultura. Wszystko co się dzieje w Polsce i na Świecie jest warte skomentowania. Polityka i wydarzenia. Dyskusje tylko na wysokim poziomie.
Wilmore
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 8192
Rejestracja: 09 sty 2008, 0:42
Reputacja: 108
Lokalizacja: Niepołomice

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Wilmore » 12 wrz 2008, 14:53

Nie no skąd :lol: Piszesz, że tylko Wichniarek i Leo wiedzą jak było naprawdę, a potem, że nie dajesz Arturowi całkowitej wiary w jego słowa. Pewnie jakby Beenhakker przedstawił swoją wersje jako pierwszy to być jej tu bronił niczym niepodległości.
Nie ma. Przykład, żeby lepiej do Ciebie trafić:
Kiedy znajdziesz się w ciemnej uliczce z jakimś przestępcą, który Cię uderzy za niedomyślność i bezmyślność, a później zeznajesz w sądzie, że próbował Cię zamordować nożem. Ty i on wiecie tylko, jak było naprawdę, ale Ty kłamiesz w wywiadach.
A teraz wyjaśnienie - Ty jesteś Wichniarkiem, a on Leo.
Nadal widzisz sprzeczność tam, gdzie jej nie ma? :rotfl:
Cóż za rozkmina. Długo musiałeś nad tym myśleć prawda. Nikt nie robił z Wichniarka zbawiciela kadry.
Nieeeeeee, wcaaaaaleeee :rotfl: Dyskusji na takim poziomie nie zamierzam ciągnąć.
Ty za to znasz realia naszej reprezentacji od podszewki
WRESZCIE!
Trafiłeś w samo sedno. :wink:
Teraz mu się Borek nie podoba, bo mu kilka słów prawdy powiedział.
Borek kłamie. To nie to samo, co prawda.
Pewnie, jak źle idzie, to zaraz mamy gorszych piłkarzy.
Po pierwsze, pójdź po rozum do głowy.
Jak już wrócisz, to weź się za porównanie - Smolarek dwa lata temu i teraz. Krzynówek dwa lata temu i teraz. Żurawski dwa lata temu i Piszczek teraz. Bąk i Jop. Bronowicki i Kowalczyk. Golański i Wojtkowiak.
Piłkarzy Leo teraz ma gorszych, bo wziął tych, którzy rokują wspaniale na przyszłość, co nie oznacza wcale, że muszą być dobrzy już teraz.
Selekcja nie jest gorsza - Leo nie ma z czego wybierać. Nie znajdziesz ŻADNEGO napastnika, który by grał lepiej od Saganowskiego czy ewentualnie Brożka wczoraj i miał charakterystykę odpowiednią do kadry, a nie kolejnego Wichniarka.

Zresztą śmieszy mnie to, jak się ludzie uczepili wielkiego niespełnionego. Wichniarek to, Wichniarek tamto. Janas też był zły, bo Wichniarka olewał? Engel?
Nie, oni po prostu też mieli rację co do niego, sprawdzili go i wystarczyło, to samo zrobił Leo, ale to już Holender, to zły.
Wichniarek gra dobrze, kiedy wszyscy na niego grają - w kadrze nie ma na to miejsca - w kadrze nie ma miejsca dla Wichniarka.

Awatar użytkownika
Duch
Entuzjasta Kraftu
Entuzjasta Kraftu
Posty: 9212
Rejestracja: 12 sie 2005, 10:26
Reputacja: 196
Lokalizacja: z Tych najlepszych

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Duch » 12 wrz 2008, 18:36

Jak z dzieckiem :roll:
Nie ma. Przykład, żeby lepiej do Ciebie trafić:
Zachowaj swoje wywody dla siebie. Skoro masz taką wyobraźnie to może powinieneś bajki pisać. Dla mnie sprawa jest oczywista. Piszesz, że dwóch panów wie jak był naprawdę w danej sytuacji, a potem, że nie dajesz wiary w słowa jednego z nich. Wichniarek nie mówi prawdy? Skąd wiesz, byłeś przy danej sytuacji? No właśnie, więc skończ pisać pierdoły. Nie masz najmniejszych podstaw by twierdzić, że mogło być inaczej.
Borek kłamie.


Bo co? Bo Ty tak uważasz. No jeśli tak chciałeś mnie przekonać przykro mi, ale nie wyszło.
Po pierwsze, pójdź po rozum do głowy.
Słabo.
Piłkarzy Leo teraz ma gorszych, bo wziął tych, którzy rokują wspaniale na przyszłość, co nie oznacza wcale, że muszą być dobrzy już teraz.
Kto rokuje wspaniale na przyszłość? Fabiański, Lewandowski - OK. Może Brożkowie się w tej kadrze jeszcze odnajdą. W końcu nie każdy może być international level.
Zresztą śmieszy mnie to, jak się ludzie uczepili wielkiego niespełnionego.
Problemy z czytaniem? Nikt nie domaga się dla Wichniarka miejsca w pierwszym składzie reprezentacji, ale szansy. Widzisz różnicę :> Jak dla mnie sprawa całkiem naturalna, w czasie gdy narodowa ma problemy ze strzelaniem bramek.
sprawdzili go i wystarczyło, to samo zrobił Leo
:haha:
Wichniarek gra dobrze, kiedy wszyscy na niego grają - w kadrze nie ma na to miejsca - w kadrze nie ma miejsca dla Wichniarka.
Tobie to jednak trzeba łopatą do głowy. Gramy jednym napastnikiem od dłuższego czasu, więc to chyba naturalne, że w polu karnym rywali reszta zespołu grałaby na Wichniarka. Zresztą już o tym pisałem, ale widzę że z Tobą faktycznie nie warto dyskutować, bo jak grochem o ścianę.

Nie odpisuj już, bo aż przykro czytać, a jak już to w odpowiednim temacie, co by tu robić OT, bo nie miejsca na to.

... aż się napić idę (może Kowalczyka spotkam gdzieś zapitego :think: )


Awatar użytkownika
Yukasz
Basket fan hooligan
Posty: 6363
Rejestracja: 27 sie 2005, 13:17
Reputacja: 0
Lokalizacja: Muzeum Ziemi Podlaskiej, ul. Alternatywy 4, Wiórkowo

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Yukasz » 22 wrz 2008, 23:40

Taa czytałem to kilka godz temu. I jak to ktoś w komentarzach napisał w dzisiejszych czasach niektóre kuwy przynajmniej będą wykształcone 8) A po numerku z taką o wszystkich rzeczach porozmawiasz i to pewnie nawet w obcym języku 8) [*]

Awatar użytkownika
bellus
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1534
Rejestracja: 16 lis 2004, 22:00
Reputacja: 0
Lokalizacja: Jelenia Góra

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: bellus » 22 wrz 2008, 23:54

Coś w tym jest co mówisz. Inna sprawa, że warunki są jasne nikt nikogo do niczego nie zmusza.

Awatar użytkownika
Łukasz_
Kapitan
Kapitan
Posty: 3563
Rejestracja: 12 wrz 2005, 19:59
Reputacja: 0
Lokalizacja: Czechowice-Dziedzice

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Łukasz_ » 22 wrz 2008, 23:56

Dokładnie, nikt nikogo nie zmusza. Ale z drugiej strony puść tutaj dziewczynę studiować do dużego miasta. Jak to tam pisało " przecież nikt o niczym się nie dowie "...

Awatar użytkownika
Yukasz
Basket fan hooligan
Posty: 6363
Rejestracja: 27 sie 2005, 13:17
Reputacja: 0
Lokalizacja: Muzeum Ziemi Podlaskiej, ul. Alternatywy 4, Wiórkowo

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Yukasz » 23 wrz 2008, 0:21

bellus pisze:Inna sprawa, że warunki są jasne nikt nikogo do niczego nie zmusza.
No właśnie, dlatego znacznie większą świeczkę zapalam tym co się puszczają niż tym co te puszczalskie wykorzystują. Gdyby nie było tych pierwszych to i ogłoszeń by nie było. Niby w odwrotnej sytuacji też ale one przecież jakoś 'muszą' zarobić no i dążą do obranego celu więc i tak by kogoś znalazły :roll: I takie to pewnie całe życie w ten sposób zdobywają to czego chcą [*]

Tak w ogóle to coś mi świta że kiedyś też był podobny artykuł.

Awatar użytkownika
Yukasz
Basket fan hooligan
Posty: 6363
Rejestracja: 27 sie 2005, 13:17
Reputacja: 0
Lokalizacja: Muzeum Ziemi Podlaskiej, ul. Alternatywy 4, Wiórkowo

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Yukasz » 23 wrz 2008, 13:17

http://www.rp.pl/artykul/182403,192746_ ... i_TVP.html

Odniosę się tylko do jednego wątku :arrow: 'Zniknie TVP Sport'. Jestem ciekaw tylko gdzie TVP poupycha relacje do których ma prawa. Imo nie likwidować TVP Sport a zrobić go ogólnodostępnym lub chociaż sprawić aby zawitał to znacznie szerszego grona odbiorców. Ale jak znam życie to PO pozostanie ze swoim projektem sama sobie a ten pewnie wyląduje w koszu :)

Awatar użytkownika
Mentor
Zajebiaszczo
Posty: 16481
Rejestracja: 28 lut 2005, 13:15
Reputacja: 18

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mentor » 10 paź 2008, 14:10

http://www.weszlo.com/news/1415
Polski krzyk rozpaczy: może Mariusz Kukiełka się nada?

Spośród sześciu piłkarzy, którzy będą odpowiadali w meczu z Czechami za grę w defensywie (bramkarz, czterech obrońców i defensywny pomocnik), aż pięciu na co dzień nie gra w klubach. To prawdopodobnie rekord świata. Leo Beenhakker mówi: - Przecież nie zadzwonię do trenerów i nie powiem im, żeby wystawali mich zawodników... Rzeczywiście, selekcjoner ma problem z obrońcami, zwłaszcza tymi środkowymi, bo w polskiej lidze zdecydowanie najlepsi na tych pozycjach są obcokrajowcy. Ale może trzeba by się dokładniej rozejrzeć?

Tych sześciu piłkarzy, których wspomnieliśmy, to Fabiański, Żewłakow, Dudka, Lewandowski, Krzynówek i Wasilewski. Tylko ten ostatni regularnie gra w klubie. Cała reszta zazwyczaj nie wstaje z ławki nawet na minutę, Krzynówkowi zdarza się nawet wylecieć poza osiemnastkę.

Z tego względu można być zaskoczonym, że przez dwa lata swojej pracy Leo Beenhakker ANI RAZU nie obejrzał w akcji Mariusza Kukiełki, który od trzech sezonów z powodzeniem występuje w Bundeslidze. Tak, tak - Kukiełki. Wiemy jak to brzmi - to przecież jeden z zawodników, którzy byli kiedyś notorycznie wyśmiewani. Ale po pierwsze - na pewno obrońca Energie Cottbus nie grał gorzej niż Mariusz Jop, po drugie - krytyka, która na niego spadała była często niesprawiedliwa. Śmiano się z nazwiska albo z tego, że jest rudy, że synek Engela, a że grał w Amice, to brakowało mu poparcia fanów...

W najnowszej "Piłce Nożnej" jest wywiad z Kukiełką. Mówi między innymi: "Jeśli gram w jednej z najsilniejszych lig świata i występuję jako podstawowy zawodnik, oznacza to, że mam prawo myśleć o grze w narodowej drużynie. I myślę". Oczywiście nie twierdzimy, że ten piłkarz musiałby się sprawdzić, mogłoby się okazać, że radziłby sobie równie słabo jak Dariusz Żuraw w Arce, który też ma za sobą karierę w Niemczech. Tylko dziwimy się, że przy takiej posusze, Beenhakker ani razu nie wybrał się do Niemiec, by Kukiełkę zobaczyć lub też ani razu nie zaprosił go na zgrupowanie. W tym sezonie średnia not tego zawodnika to 3,14 (skala 1-6, im mniej tym lepiej) - NAJLEPSZA z całego zespołu. Żeby uzmysłowić, jak dobra to średnia, napiszemy, że identyczną ma Artur Wichniarek, a gorszą Jakub Błaszczykowski. Ogółem Kukiełka zajmuje trzydzieste miejsce w klasyfikacji najlepszych piłkarzy Bundesligi.

Czy więc nie zasłużył sobie na to, by choć raz go sprawdzić? Skoro - jeszcze raz sięgniemy po ten argument - powoływany jest Jop, to czemu nie on?

Kukiełka ma teraz 32 lata, w polskiej lidze zadebiutował jako 16-latek. Pewnie zrobiłby większą karierę, gdyby nie prześladujące go przez lata kontuzje. Ale ostatnio już go nie dręczą. Piłkarze, którzy grali z nim w jednym zespole, podkreślają, że jak na obrońcę jest bardzo dobry techniczne, twardy, a przy tym charyzmatyczny. No i jest pełnym profesjonalistą.

Dobra, kończymy tę laurkę, bo pomyślicie, że jakoś szczególnie zależy nam na tym, by Kukiełka dostał powołanie, podczas gdy tylko chcieliśmy zasygnalizować, że ktoś taki jeszcze istnieje.

A już na koniec anegdota pierwszej klasy. Mariusz wraca z Rody Kerkade, trenuje z Siarką Tarnobrzeg. Chce go Legia oraz Amika. Patrzy, że ma dużo nieodebranych połączeń z jednego numeru, więc oddzwania.
- Halo, Mariusz Kukiełka z tej strony, ktoś do mnie dzwonił z tego numeru.
- No cześć [ch**], co nie odbierasz?!

Zdziwiony Kukiełka rozłączył się, ale po sekundzie telefon znowu dzwoni. Znów ten sam numer.
- Halo?
- No co się [ch**] rozłączasz? Tu Rysiek Forbrich z Amiki, nie obrażaj się. Słuchaj [ch**], ile ci ta Legia daje?
- (Kukiełka zaskoczony tonem rozmowy, ale podaje sumę)
- Uuuu, to się [k****] cenisz! Za godzinę dzwonię!

Kukiełka zszokowany, nie takich negocjacji się spodziewał. Po godzinie rzeczywiście Forbrich dzwoni.
- No, to [ch**] wsiadaj w ten samochód i jutro na treningu cię widzę! Dogadane! - powiedział i się rozłączył. Transfer doszedł do skutku.

Awatar użytkownika
cloner
Legenda Futbolu
Legenda Futbolu
Posty: 65152
Rejestracja: 08 mar 2005, 11:33
Reputacja: 8734
Kontakt:

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: cloner » 08 lis 2008, 17:01

Historia Kopciuszka


Chyba każdego fascynują historie "następców Kopciuszka" - ludzi, którzy z absolutnych nizin, z biedy wznieśli się na sam szczyt. Także futbol, co często podkreślam na swoim blogu, obfituje w takie przypadki, że wspomnę tylko brazylijskich wirtuozów Ronaldo, Ronaldinho, a wcześniej Pele i Garrincha. Klubów, które z dna weszły na szczyt bądź są blisko niego jest także wiele, na "Stawce Większej Niż Życie" często goszczą "świeże" przypadki Hull City, czy TSG Hoffenheim. Wstyd, że do tej pory nie wspomniałem o polskim Kopciuszku - Polonii Bytom. Dziś nadrabiam to haniebne zaniedbanie.

Na czym polega fenomen tej drużyny? Polonia była dość mocnym, liczącym się w Polsce klubem, jednak w 1987 roku spadła z ekstraklasy i przy ulicy Olimpijskiej zaczęła piszczeć bieda. Z każdym roku było coraz gorzej, wydawało się, że Polonia może skończyć tak jak lokalny rywal - Szombierki, w klasie A. Stan ten trwał do 2004 roku. Wtedy to, gdy Polonia grała w trzeciej lidze, grającym trenerem został młody pomocnik...Marcin Brosz. Drużyna spisywała się rewelacyjnie i niespodziewanie zajęła drugą pozycję, premiowaną grą w barażach. Po pokonaniu Szczakowianki, bez środków finansowych, Polonia awansowała do ówczesnej drugiej ligi, jednak tam nie dawano jej większych szans na utrzymanie.

Rzeczywiście, pierwsza runda sezonu nie była zbyt dobra. Późną jesienią do Bielska-Białej, na mecz z 17 w tabeli Podbeskidziem miała przyjechać ostatnia Polonia Bytom. Wtedy to po raz pierwszy zobaczyłem bytomian w akcji. Był to obraz nędzy i rozpaczy dla kibiców z Bielska-Białej. Polonia wygrała 3-2, grała zdecydowanie lepiej, ale imponowała przede wszystkim wielką, niespotykaną ambicją. Na trybunach z tego meczu zapamiętałem jedno - widziałem wielu kibiców, ale żadni nie byli tak głośni. Miałem wrażenie, że stadion miejski się trzęsie, okoliczne bloki również, że to już koniec marzeń o dalszej grze w drugiej lidze dla Podbeskidzia. Ostatecznie oba kluby się utrzymały i do następnego sezonu miały przystępować ponownie z trudnym zadaniem utrzymania klubu. Polonię trenował już Dariusz Fornalak.

I oto sytuacja sprzed kilku lat się powtórzyła. "Niebiesko-Czerwoni" bez pieniędzy, bez stadionu, bez wielkich nazwisk, za to z wielką ambicją awansowała do ekstraklasy. Potem były perypetie związane z licencją, ale ostatecznie niemożliwe stało się faktem - Polonia zagrała w najwyższej lidze, po dwudziestu latach przerwy.

Od początku zespół miał moją wielką sympatię. Po pierwsze dlatego, że zwyczajnie zaimponowali mi w dwóch meczach w Bielsku, po drugie ze względu na wspomnianych wcześniej kibiców (nie mam tu na myśli ciemnej strony kibiców bytomskich - zwykłych chuliganów). Ponadto w Bytomiu grał Grzegorz Podstawek, który wcześniej występował w Podbeskidziu i mimo że był lekko nieporadny to jednak wszyscy dobrze mu życzyli. No i wreszcie ambicja. Walka z przeciwnościami, do upadłego, z bogatszymi rywalami. Udało się. Po bardzo ciężkim sezonie cel został osiągnięty i Polonia utrzymała się w ekstraklasie!

Latem bieżącego roku wielką ambicję musieli pokazać działacze z Bytomia, gdy nie przyznano im licencji na grę w najwyższej lidze. Były odwołania, walka do samego końca, jednak jeszcze bardziej osłabiona w stosunku do poprzedniego sezonu, Polonia znów mogła grać w ekstraklasie.

A tam od początku sprawia sensacje. Nie traktuje się jej poważnie, wszyscy mówią z pobłażliwym uśmiechem, wielu próbowało umniejszać sukcesy bytomian, ale od wczoraj się nie da. Fenomen Polonii zadziałał - w piątkowy, listopadowy wieczór na Olimpijskiej poległa Legia Warszawa - bogaty lider tabeli, pełen gwiazd naszej ligi. Bramkę zdobył w 77 minucie Rafał Grzyb. Był to gol z serii "stadiony świata" i "palce lizać". Cały stadion fetował bardzo głośno zwycięstwo nad drugą drużyną poprzedniego sezonu.
Dziś Polonia jest najlepszą z drużyn śląskich. Mimo braku środków skompletowano niezłą drużynę. Bytomianie zgromadzili dotychczas 16 punktów, mający wielkie ambicje Górnik, posiadający prężnego sponsora, trenowany przez Henryka Kasperczaka, zgromadził ich dwa razy mniej...

Ile tak pięknych przykładów z tej jesieni można przywołać! Hull City, Hoffenheim, Polonia Bytom, Anorthosis Famagusta, CFR Cluj, BATE Borysów, w mniejszym stopniu Aalborg. W związku z powyższym jesień roku 2008 ogłaszam oficjalnie ogólnoeuropejskim czasem Kopciuszka!
http://trelik.blox.pl/html


8)

Awatar użytkownika
Mentor
Zajebiaszczo
Posty: 16481
Rejestracja: 28 lut 2005, 13:15
Reputacja: 18

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Mentor » 15 lis 2008, 11:53

http://wyborcza.pl/1,75480,5902994,Zwyc ... morra.html
Zwyczajny biznes camorra


Istnieje plan, żeby zabić Saviano przed Bożym Narodzeniem - wyznał śledczym skruszony członek neapolitańskiej camorry Carmine Schiavone. Ma to być dla 29-letniego włoskiego pisarza kara za wydaną powieść "Gomorra", w której opisuje kulisy działania krwawego syndykatu zbrodni. Ujawnienie gróźb pod adresem Roberta Saviano wzbudziło oburzenie na całym świecie - w jego obronie wystąpiły setki tysięcy jego współobywateli, podpisując apele i przyłączając się do głośnego czytania jego powieści. Pisarz ogłosił jednak, że rozważa emigrację z Włoch.

Boi się pan?

- Nie. Ale nie dlatego, że jestem jakoś szczególnie odważny. Ze strachem możesz walczyć tylko w jeden sposób - próbując zrozumieć, co się dzieje. Mam wrażenie, że sytuacja jest pod kontrolą, i dlatego nie żyję w ciągłym strachu. Ale takie życie jest bardzo męczące. To właściwie jest nieżycie. Z tego powodu rzeczywiście bardzo cierpię, jestem na granicy wytrzymałości. Z samym faktem, że grozi mi śmierć, jakoś daję sobie radę.

Co to znaczy "nieżycie"?

- Nie robię tych wszystkich rzeczy, które robi codziennie normalny człowiek. Nie chodzę do kina, nie idę na pizzę z przyjaciółmi. A jeśli nawet, to towarzyszą mi uzbrojeni karabinierzy, którzy wiozą mnie na miejsce samochodami z przyciemnionymi szybami.

Jak to wpływa na psychikę?

- Stajesz się zwierzęciem, bo żyjesz jak zwierzę. W klatce. Stajesz się gorszym człowiekiem. Nie ufasz nikomu. Zżera cię zawiść na widok osób, które prowadzą normalne życie. Snujesz plany zemsty na wszystkich, którzy cię opuścili.

Od kiedy porusza się pan z eskortą?

- Od ponad dwóch lat. Karabinierzy w trakcie prowadzonego przez siebie śledztwa doszli do wniosku, że dla camorrystów stałem się symbolem i grozi mi niebezpieczeństwo.

Dlaczego Carmine Schiavone dzień po wyznaniu, że camorra chce pana zabić, odwołał zeznania?

- Bo wokół tej sprawy zrobiło się zbyt dużo hałasu. A jego właśnie przeniesiono do miejsca, w którym ma zacząć nowe życie, z nową tożsamością, jako świadek koronny.

Czy dla pana lepiej, że pojawiła się ta wiadomość?

- Nie wiem. Wolałbym, żeby nie przedostała się do mediów. Teraz Schiavone zamilkł, a śledztwo utknęło w miejscu.

Gdyby mógł pan cofnąć czas, napisałby pan jeszcze raz "Gomorrę"?

- Nie żałuję tego, że ją napisałem. Ale przyznaję, że często jej nienawidzę. Nie lubię mojej książki za to, co mnie przez nią spotyka.

Nie spodziewał się pan ani sukcesu, ani niebezpieczeństwa, jakie na pana ściągnęła książka?

- Ani trochę.

Jaki był początkowy nakład "Gomorry"?

- Pięć tysięcy.

Co pana zdaniem - oprócz talentu autora, co mówię ja, bo panu nie wypada - zdecydowało o jej oszałamiającym sukcesie?

- Chyba to, że napisałem książkę w gatunku, na jaki właśnie było zapotrzebowanie, czyli non-fiction novel, a nie powieść albo esej.

Chcą pana zabić za to, że trafił pan w zapotrzebowanie publiczności na powieść dokumentalną? Dlatego sprzedał pan we Włoszech 600 tys. egzemplarzy? Musi być coś więcej.

- Jasne, wstrzeliłem się w szczególny moment - w 2006 r. o camorze zaczęło się mówić ze względu na kryzys związany z zaleganiem śmieci w Neapolu. Na Południu narastał problem nielegalnych emigrantów, których mafie wykorzystują jako tanią siłę roboczą. Rządząca wtedy lewica nie potrafiła sobie z tym wszystkim dać rady, prawica na temat mafii milczała. A ludzie chcieli dowiedzieć się więcej o tym, czego doświadczali na co dzień.

Nie chcąc tego, stałem się symbolem. Ludzie przychodzą na spotkania ze mną i dają mi potrzymać na rękach swoje dzieci, jakbym był prezydentem albo ludowym świętym.

Dobrze, że nie całują pana w rękę.

- Na szczęście nie (śmiech).

Camorze nie spodobała się nie tyle treść, co popularność pana książki. Pierwsze pogróżki zaczęły się, kiedy przekroczył pan 100 tys. sprzedanych egzemplarzy. Ci panowie nie chcą reklamy, lubią załatwiać interesy po cichu.

- I tak, i nie. Nie chcą szerokiego rozgłosu, ale rozgłos lokalny jest im potrzebny. Chcą, żeby na terytorium kontrolowanym przez klan o ich działalności się mówiło, ale w sposób taki, w jaki oni chcą.

Bo tam nikt im się nie sprzeciwi.

- Nie aż tak. Możesz nawet napisać artykuł przeciwko camorze, ale na stronach lokalnych, coś małego, nierzucającego się w oczy. Sprzeciw nie może mieć formy publicznej.

Wychował się pan w Casal di Principe, siedzibie najkrwawszego klanu camorry.

- Pomiędzy Casal di Principe a Neapolem. W Neapolu mieszkałem w Quartieri Spagnoli.

Kolejnym tradycyjnym terytorium camorry. Po wydaniu "Gomorry" musiał się pan wyprowadzić z domu. Podobno miejscowi sklepikarze nie chcieli panu nawet sprzedawać chleba.

- Tak (śmiech). W rzeczywistości moje kłopoty zaczęły się wtedy, kiedy przydzielono mi eskortę.

Kiedy się pan zorientował, że Casal di Principe nie jest miasteczkiem takim jak inne? Gdy jako nastolatek zobaczył pan na ulicy pierwszą ofiarę mafijnych porachunków?

- Zabici byli na pewno ważnym sygnałem. Od razu zrozumiałem, że są niezbędni do zrozumienia sytuacji, w której żyję. Wyczuwałem także w tym miasteczku, które żyło w strachu, niepokoju, zawiści, głęboką samotność. Mieszkańcy Casal nie mają spokojnego życia.

Z camorrą nie można żyć w spokoju, nawet jeśli nie zwraca na człowieka uwagi?

- Nie można. Dziś terytoria kontrolowane przez camorrę są obszarami wojny.

W Casal di Principe pojawiły się graffiti przeciw panu.

- I to wiele. Klasyczne to "Saviano merda". Ale są też "Saviano glizda", "Saviano narkoman". Jest też wielka trumna z moim nazwiskiem na wieku.

Skrytykował pana także jeden z miejscowych proboszczów.

- To było szczególnie obrzydliwe. Powiedziałem kiedyś w telewizji, że nawet ludzie uczciwi pracujący w budownictwie są wykorzystywani przez kontrolujący ten biznes kartele kryminalne, które blokują rozwój wolnego rynku. Ten ksiądz zarzucił mi, że rozgłaszam, iż wszyscy tutaj są przestępcami. Ale to klasyczna sytuacja. Powtórzył to, co mówili o mnie camorryści.

Kiedy ktoś występuje przeciwko mafii, ta nie od razu chce go zabić. Najpierw stara się zdyskredytować.

- W internecie różni podejrzani osobnicy, niektórzy nawet karani za przynależność do camorry, piszą o mnie bardzo złe rzeczy - że wszystko sobie wymyśliłem albo przepisałem od innych autorów, że ktoś mi za to płaci. Liczy się wszystko to, co może odebrać wiarygodność.

A jednak nieliczni odważają się sprzeciwić. Ale potem latami żyją w zagrożeniu, pod eskortą. Np. prokuratorzy, którzy prowadzą śledztwa przeciw mafii. Wstrząsająca jest opisana przez pana historia Carmeliny, nauczycielki z Mondragone, która była świadkiem zabójstwa i zdecydowała się zeznawać przeciw mordercy. Co się z nią dziś dzieje?

- Musiała zmienić tożsamość, pracuje gdzieś we Włoszech, o ile wiem - w jakiejś pizzerii. Rodzina i przyjaciele odwrócili się od niej, opuścił ją narzeczony. Jest bardzo samotna. Ale to nie jest tak, że Carmelinę w Mondragone znienawidzili za wsadzenie do więzienia camorrysty, bandyty, który wcześniej zabił kobietę w ciąży.

Ludzie zwracają się przeciwko tobie nie dlatego, że popierają camorrę. Raczej dlatego, że twój wybór stawia ich w trudnym położeniu, powoduje, że czują się winni. Jakbyś zdecydował, że tym gestem zmieniasz postać rzeczy. Inni tego nie robią, bo uważają, że nic nie da się zmienić. "Za kogo ty się uważasz? Myślisz, że jesteś lepszy od nas?" - myślą o tobie.

Jeśli w Neapolu nikt nie chce wynająć mi mieszkania, to nie ze strachu, ale dlatego, że to oznaczałoby opowiedzenie się po mojej stronie, konieczność rozmawiania o mnie, bronienia tego, co robię.

W książce największy nacisk kładzie pan na potęgę gospodarczą camorry. Zapewne temu zawdzięcza pan po części jej sukces międzynarodowy - czytelnik w Wielkiej Brytanii, Rumunii czy Polsce dowiedział się, zdumiony, że sam jest klientem camorry, czy to kupując luksusową włoską torebkę, czy wydając pieniądze w ulubionej włoskiej restauracji.

- Nie wiem, jaka jest świadomość tych faktów w Polsce, ale włoskie organizacje przestępcze są przekonane, że Polska to ich terytorium. Prominentny camorrysta Francesco Schiavone "Cicciariello" został aresztowany w Polsce, w Krośnie. Przyczynili się do tego głównie niemieccy śledczy.

W Europie Wschodniej - poza Bułgarią, w której działa silna lokalna mafia - dominują albo mafie rosyjskie, albo włoskie. Także w Polsce nigdy nie wykształciła się mafia "na wysokim poziomie". Są tylko gangi. I mafia białoruska, która uczyła się właśnie od Casalesich.

Dlaczego w Polsce nie ma świadomości, jak bardzo infiltruje nas zorganizowana przestępczość?

- Myślę, że może jednym z motywów, dla których moja książka sprzedaje się tak dobrze w Europie Wschodniej, jest właśnie ten brak wiedzy. W Estonii "Gomorra" jest na szczycie listy bestsellerów. Również w Bułgarii mamy już czwarty dodruk. Estończycy i Bułgarzy czują, że coś złego się dzieje w ich kraju, ale nie wiedzą co. Chcą się więc dowiedzieć jak najwięcej na temat tej mafii, która jest najbardziej cool, czyli włoskiej.

Ciągle nam się wydaje, że mafioso to ktoś, kto żyje z wymuszania haraczu na drobnych sklepikarzach. Dzięki filmom takim jak "Ojciec chrzestny" wiemy też, że mafie inwestują w handel narkotykami. Tymczasem z "Gomorry" wyłania się zupełnie inny obraz - potężnej organizacji gospodarczej, która inwestuje prawie we wszystko, kontrolując wszechobecną na Południu szarą strefę, ale prowadząc też interesy legalne.

- Camorra inwestuje przede wszystkim w budownictwo, także poza granicami Włoch. Zbudowali np. prawie całą hiszpańską Costa del Sol, wiem, że budują także w Rumunii. Poza tym interesuje ich transport, przemysł tekstylny, oczywiście gastronomia, turystyka: hotele, dyskoteki, bary. Także handel artykułami spożywczymi, jak np. w Szkocji. Nie ma miejsca, w którym by nie inwestowali.

Camorra kontroluje np. piekarnie, zwłaszcza nielegalny wypiek chleba w niedzielę - we Włoszech piekarnie w ten dzień muszą być zamknięte. Za pieniądze z wypieku nielegalnego chleba otwiera legalne piekarnie. Jeden z klanów produkuje nawet garnki.

Camorra jest więc nowoczesnym przedsiębiorstwem. Z drugiej strony jednak hołduje "archaicznym" zwyczajom - jak krwawa zemsta za przelaną krew członka klanu.

- Siła mafii kryje się właśnie w tej dwutorowości. Z jednej strony - maksymalny stopień rozwoju gospodarczego. Z drugiej - minimalny stopień rozwoju kulturalnego. Jeszcze dzisiaj chłopak, który urodził się w moich stronach, chce, żeby jego narzeczona przed ślubem była dziewicą. Nie chce w swoim otoczeniu homoseksualistów, jest przeciwko narkotykom, sprzedając je jednocześnie na całym świecie. Jednak organizacją najbardziej przywiązaną do rytuałów jest wciąż kalabryjska 'ndrangheta. Camorra trochę się unowocześniła - np. jej członkowie nie przypieczętowują już paktów własną krwią, tylko uściskiem ręki.

No i do udziału w interesach dopuszczono kobiety. Co ma i swoje gorsze strony - można je też zabijać, jak opisywaną przez pana matkę zbuntowanego camorrysty Carmelę Attrice, której zabójca strzelił prosto w twarz.

- Tym camorra różni się od innych organizacji. Jak również tym, że przyjmuje w swoje szeregi cudzoziemców. W klanie Casalesich był Tunezyjczyk, był Albańczyk, są współpracownicy z mafii nigeryjskiej. Camorra bardzo ściśle współdziała z mafią ukraińską. W Castelvolturno zabito bossa, który robił potężne interesy w Polsce - nazywał się Lubomyr Hutnik.

Za to Rosjanie nie mają ścisłych związków z włoskimi organizacjami. Jeśli już muszą, kontaktują się z Kalabryjczykami.

Pisał pan w "Gomorze" o potwornej samotności tych, którzy występują przeciwko mafii: "Bawią się z tobą w bierki. Wyciągają wszystkie patyczki, nie ruszając ciebie, aż na końcu zostajesz sam i samotność wlecze cię za włosy". Czy teraz, kiedy tysiące ludzi we Włoszech zademonstrowało solidarność z panem, czuje się pan mniej samotny?

- To był przepiękny gest. Mogę się czuć uprzywilejowany. Pokazał też, że ten kraj jest zdrowy, chce się zmienić, że ma już tego dosyć. Dzięki "Gomorze" rynek zainteresował się tematem. Wychodzi wiele innych książek, pojawiają się filmy na temat mafii, wiadomości o niej trafiają na pierwsze strony gazet. Przedtem panowała potworna cisza. Dzisiaj Włosi na wieść o mafijnych porachunkach nie mogą już wzruszać ramionami - "co nas to obchodzi, zabijają się między sobą".

Ale przecież taka mobilizacja nie wystarczy, żeby zwalczyć potężną organizację, która ma koneksje polityczne i jest gospodarczą potęgą.

- To prawda. Można ją wykorzenić tylko przez zmiany strukturalne, przez stworzenie na Południu zdrowego systemu gospodarczego. Nie przy pomocy wojska czy policji.

Tymczasem rząd Berlusconiego wysłał do Casal di Principe brygadę Folgore, elitarną jednostkę armii. Żołnierze nie mogą zrobić więcej, niż pilnować porządku na ulicach. To tylko propagandowy gest.

- Poprzednie rządy też nic nie zrobiły.

A czy włoska lewica, dziś w opozycji, byłaby zdolna do podjęcia walki z mafią?

- Do tej pory nic na to nie wskazywało. Ani nawet, że ma taki zamiar. Politycy z jednej i z drugiej strony ponoszą odpowiedzialność za obecną sytuację. Jednym z największych błędów ostatnich lat było przekonanie, że lewica jest zdrowa, a prawica przegniła. Są przegniłe obydwie.

Powtarza pan, że pisząc "Gomorrę", poszedł pan w ślady wielkich autorów. Kapuściński?

- Tak, jak najbardziej, ale także Capote, Szałamow, Primo Levi. Jako mieszkaniec Południa nie mogłem też nie zainspirować się autorami starożytnymi, którzy są bardzo obecni w naszym życiu, jak Herodot czy Lukan. Ten ostatni pisał "reportaże" z wojen, które toczyły się właśnie na moich ziemiach, uwielbiam go czytać.

Rzeczywistość zawsze była moją obsesją. Kocham kino Rosseliniego, Vittoria De Sety.

Po co pan pisze książki?

- Nie interesuje mnie zaciekawienie czy zabawienie czytelnika. Zamiast pozwolić mu uciec od rzeczywistości, chcę w niego tę rzeczywistość wmusić. Pisarz musi być strażnikiem ludzkiej kondycji. Opowiadać ją i próbować ją zmienić. Oświetlić to, co jest w cieniu, i nadać uniwersalne obywatelstwo temu, co było marginalne.

Opuści pan Włochy?

- Żebym mógł normalnie pracować, muszę wyjechać.

Ale pana największą siłą jest to, że pisze pan o swojej ziemi.

- Już nie piszę. Nie chcę w tym skamienieć.

Przecież kocha pan swoją małą ojczyznę.

- Nie tak jak kiedyś. Zbyt wielu ludzi, którzy byli mi bliscy, uciekło ode mnie, nie zrozumiało tego, co robię. Nie przebaczyłem im.

Spotkał się pan w Nowym Jorku z Salmanem Rushdiem. Co panu powiedział?

- Że albo uwolnię się sam, albo nikt mnie od tego nie uwolni. Miał rację.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Awatar użytkownika
franz
Ki(L)gore Trout
Posty: 3855
Rejestracja: 15 paź 2006, 16:58
Reputacja: 100
Lokalizacja: Miasto Kanibali

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: franz » 23 gru 2008, 11:07

NCzas pisze:W 2009 większa akcyza na alkohole, samochody, tytoń.

Ogłoszona została nowelizacja rozporządzenia w sprawie obniżenia stawek podatku akcyzowego. Zgodnie z wprowadzonymi zmianami od 1 stycznia 2009 r. wzrosną stawki akcyzy na alkohol etylowy, wino, napoje fermentowane i produkty pośrednie.

Przykładowo dla alkoholu etylowego stawka podatku wzrośnie z 4550 zł do 4960 zł za 1 hektolitr alkoholu etylowego 100 proc. vol zawartego w gotowym wyrobie, tj. o 410 zł. Oznacza to wzrost ceny detalicznej najbardziej popularnych na rynku wódek o mocy 40 proc. sprzedawanych w butelkach o poj. 0,5 l o złotówkę.

Wprowadzane nowelizacją rozporządzenia podwyżki akcyzy obejmą nie tylko napoje alkoholowe, ale również samochody osobowe o pojemności silnika powyżej 2 l. Samochody te obecnie opodatkowane są akcyzą w wysokości 13,6 proc. Od przyszłego roku wyniesie ona 18,6 proc. Wyższa akcyza na alkohol i samochody związana jest z koniecznością zapewnienia środków finansowych na utworzenie Rezerwy Solidarności Społecznej. Nowelizacja przewiduje również zmianę stawek akcyzy na niektóre wyroby tytoniowe (m.in. papierosy, cięty tytoń do ręcznego sporządzania papierosów).

Podwyższone stawki akcyzy na papierosy, alkohol i importowane auta wprowadzone zostały do nowej ustawy akcyzowej z 6 grudnia 2008 r. Ustawa wchodzi jednak w życie dopiero od 1 marca 2009 r. Dzięki zmianie rozporządzenia podwyżki będą możliwe już od początku przyszłego roku.
"Liberałowie z PO" :rotfl:

Precz z komuną!

:pijemy: (Zdrówko - trzeba zrobić zapasy)

Awatar użytkownika
Bienias
Vamos Blaugrana
Posty: 10284
Rejestracja: 16 maja 2005, 22:28
Reputacja: 677
Lokalizacja: Magna Wola Varsoviensis

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Bienias » 23 gru 2008, 12:29

I dobrze. W tej chwili nie oplaca sie kupowac 0,7. Czas to zmienic

Awatar użytkownika
Cris7
Gwiazda
Gwiazda
Posty: 6209
Rejestracja: 04 lip 2005, 22:58
Reputacja: 7
Lokalizacja: Bydgoszcz/Gdańsk

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Cris7 » 23 gru 2008, 14:17

Bienias pisze:I dobrze. W tej chwili nie oplaca sie kupowac 0,7. Czas to zmienic
Program "wyrównywanie szans"? :haha:

Awatar użytkownika
Berik
Lider Drużyny
Lider Drużyny
Posty: 1634
Rejestracja: 26 wrz 2005, 23:39
Reputacja: 0
Lokalizacja: Rivendell

Re: Artykuły prasowe warte przeczytania

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Berik » 30 gru 2008, 14:34

artykul dlugi, wiec wklejam odnosnik

http://wyborcza.pl/1,76498,6096222,Rosj ... &startsz=x

ja wiem,ze to tylko nikly procent ludzi, ale Rosjanie sa naprawde zdrowo popieprzeni.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Kultura, polityka, wydarzenia”