Re: Real Madryt (zbiorczy) (cz.2)

Wilmore
Laureat Złotej Piłki
Laureat Złotej Piłki
Posty: 8191
Rejestracja: 09 sty 2008, 0:42
Reputacja: 108
Lokalizacja: Niepołomice

Re: Real Madryt (zbiorczy) (cz.2)

Post autor: Wilmore » 20 maja 2009, 22:29

przede wszystkim, czy aby na pewno ancelotti chcialby stosowac choinke w realu?
Na pewno. Ta taktyka jest naprawdę mądra i Carlo chciałby z niej korzystać, nie zwracając uwagi większej na to, czy ma wykonawców idealnych (jak w Milanie). Carlo dążył do tego ustawienia dłuższy czas w Milanie, i pewnie to samo zrobiłby w Realu - trener to nie encyklopedia, życie to nie FM, jeśli tu trener ma do perfekcji przygotowane jedno ustawienie (Carlo nawet dwa, 4-3-1-2 i choinkę), to się go trzyma.
na pewno ancelotti ma swoje minusy. sam jestem ciekaw na ile opowiesci o pupilkach sa prawdziwe, a na ile wyolbrzymione, bo trudno to zweryfikowac ogladajac milan glownie przy okazji meczu z juve, interem, czy roma :P
Seedorf w Milanie w lidze na 36 meczów rozegrał 31. Jeśli się przyjrzy, jak się w międzyczasie prezentował, jak się prezentował w zeszłym sezonie.
Zaprzeczać istnieniu równych i równiejszych w Milanie to tak jak zaprzeczać temu, że Barcelona jest zasłużonym mistrzem Hiszpanii. Wiesz, niby tacy są, ale to tylko pokazuje, jak wiele wiedzą o sytuacji. To jest olbrzymia wada Carlo, jestem przekonany, że nawet mimo fatalnego ustawienia Milanu w wielu (naprawdę wielu, co nie przystoi trenerowi z jego biografią) meczach byłby w stanie ratować nas potencjał ludzki. Zamiast tego często lepsi nie wchodzili na boisko, albo wchodzili na krótko. A grali od początku dużo słabsi.

Ancelotti trenerem jest świetnym i styl gry Milanu z najlepszych czasów byłby świetny w Realu. Na początku na pewno pupilków by nie posiadał (choć podobno Seedorf pójdzie tam, gdzie pójdzie Carlo, wątpię bowiem, by w Milanie Kaki, Ronaldinho i Gourcuffa się utrzymał przy sprawiedliwym trenerze), ale z biegiem czasu na pewno by takich miał. A należy pamiętać, że u niego nie zawsze forma fizyczna decyduje o tym, kto gra - Favalli (na boku) czy Brocchi długo w Milanie grali beznadziejnie, a grali mimo wszystko. Przenosząc to na realia Madrytu - nie zdziwiłbym się, gdyby w Realu Ancelottiego na boisko nie wchodził Sneijder, van der Vaart, czy inny, nie wiem, Marcelo, a przy negatywnym wyniku z ławki wchodził Javi Garcia (tak się nazywa ten DP?) albo inny Metzelder.
Być może on się po prostu pogubił w Milanie i potrzebuje nowych wyzwań, jak wiele osób w piłce. Może gdzie indziej byłby lepszy. To jednak trener specyficzny ze względu na tych pupilków i częste taktyczne zaślepienie, jednak to zdecydowanie trener wielki. Pytanie, czy nowy klub - w tym wypadku Real - ściągając go zyskałby Ancelottiego wielkiego, czy Ancelottiego z czasów od Aten (Stambułu?) do dziś.

Wróć do „Hiszpania”