Jak tego wywiadu z Kampusa słuchaliśmy z kumplami na melanżu, to leżeliśmy na ziemii. Stejzi jak się nakręcił, to mistrzowsko pierdolił głupoty.
Załuję tylko, że nie mogłem zostać dłużej w tej Trzciance, bo dopiero dzień po koncercie przyjechał Pjus. Może się minęliśmy na trasie, bo on jechał od narzeczonej(oficjalnej - info od Łukasza
EDIT: Na koncercie też już był mocno narąbany, ale to u niego normalka. Jego organizm jest chyba przyzwyczajony do takich ilości alkoholu. Nie przeszkadzało to w ogóle w zagraniu zajebistego koncertu, mimo że przyszło mało osób.



