Mnie to nie przeraża. Z prostego powodu: polska piłka coraz bardziej dziaduje, pokolenie zawodników, którzy mieli jakieś konkretne umiejętności jest już stare, a młodzi (młodzi 25 letni zawodnicyJaroszyk pisze:Mnie to raczej przeraża ;/ Nie takiej Wisły chciał Cupiał, ale co zrobić jak nasi prezesi przy wycenie zawodnika mnożą ilość zdobytych bramek przez 100 tys. zł albo nawet euro.
Na szybki skok jakościowy droga Wisły była moim zdaniem jedyna. Wiadomo, że to co było do tej pory w Wiśle było na swój sposób piękne. Pośród klubów sprowadzających zawodników z zagranicy na pęczki, to u nas grali niezmiennie ci sami zawodnicy, liczący sobie występy w setkach. Trzon zawsze polski: Frankowski, Kosowski, Żurawski, Szymkowiak, Baszczyński, Głowacki, potem część starych zawodników Sobolewski, Brożkowie, Zieńczuk, Pawełek, w końcu Małecki. Sam miałem nadzieję, że Głowacki skończy karierę w Wiśle za 4-5 lat... Ci zawodnicy u nas trwali, niekoniecznie doskonali, ale każdy utożsamiał się z klubem i sportowo gwarantował jakiś poziom, więcej niż 7 asyst (Zieńczuk) czy bramek (Brożek), a w międzyczasie na zewnątrz trwał upadek Polaków, wymiana liderów na obcokrajowców, a za rekordowe pieniądze szedł Pączek. Ale nawet z prostego zestawienia pokoleniowego (Kosowski vs Zieńczuk, Frankowski vs Małecki) wynika, że i u nas była to równia pochyła. Nie jesteśmy Barceloną, gdzie jak Poziol czy Czabi skończą kariery, to sobie wyhodują następnych. Basałaj chce to zmieniać, to kolejna zamiana na plus w klubie.
Argument trzeci. Trzeba było kilku lat konfrontacji Wisły z europejskim futbolem, by potrzeba zmiany działania była widoczna. Piłkarze grający wyłącznie w polskim grajdołku z europejskim futbolem kilka razy do roku mieli okazję wyjechać poza granice kraju i... ich kultura gry (mentalność, czy kij wie co) nie wystarczała ostatnio nawet na Azerów. A wcześniej Estonię. No to sorry, jak bardzo byśmy nie kochali Polaków (a się nie kochamy przecież), to trzeba ich wypierdolić dyscyplinarnie. Sam będę długo tęsknił za Brożkiem, ale dzięki temu w klubie został tylko jeden stłamszony kompletnie frustrat (Patryk M.), a pieniądze za niego ufundowały paru niezłych zawodników. Utożsamianie się klubem, poświęcanie się dla niego? Już po derbach miałem poważne wątpliwości czy to jest potrzebne w skali całej drużyny, a nie pojedynczych piłkarzy. Przecież wtedy po golu cieszyli się obcokrajowcy, a nie zawodnicy, którzy rzekomo mogliby dać się pokroić za klub (złe porównanie w Krakowie). Zresztą, ilu Polaków się poświęcało? Najwyżej zmuszali się do ambitniejszej gry kiedy mistrzostwo uciekało. Wystarczy profesjonalizm. I tak zamiast Polaka mamy Meliksona, który gra pierwszy raz w minusowej temp., kopią go, biją, walą z łokcia, a on za każdym razem wstaje i jedzie dalej. Mniejszy związek z piłkarzami, ale mniej okazji do narzekania na minimalizm. Zastanawiałem się nad tym i jak dla mnie póki jest Sobolewski, można próbować robić drużynę na wzór europejski
PS. Sygnaturka niezgodna z regulaminem. Napisałem tego posta tylko po to, żeby zwrócić ci uwagę.







