Nieczęsto zdarza się, by bracia pełnili tę samą funkcję – w tym samym klubie. Tak było w przypadku Janusza i Bogdana Basałajów, którzy swego czasu zasiadali w fotelu prezesa Wisły Kraków. Z panem Januszem spotkaliśmy się w siedzibie Orange Sport, gdzie pełni funkcję redaktora naczelnego, by porozmawiać na temat drużyny "Białej Gwiazdy".
Kto był lepszym prezesem Wisły? Pan czy brat?
Janusz Basałaj: Ja byłem prezesem tylko przez siedem miesięcy, Bogdan całe lata.... Dla mnie to była swego rodzaju przerwa - fascynująca i trudna - w mojej karierze dziennikarskiej.
A kto ma większe zasługi dla tego klubu?
JB: Z pewnością mój brat. Ja nawet myślałem sobie ostatnio, co przez te siedem miesięcy zrobiłem dla Wisły. Ściągnąłem Mielcarskiego - jednego z bardziej obiecujących menadżerów w polskiej piłce, odkryliśmy Błaszczykowskiego, z wypożyczenia wrócił także wówczas Paweł Brożek. Niedługo przed moim odejściem - tak na osiemdziesiąt procent dopiąłem transfer Żurawskiego do Szkocji. Bardzo mi zależało, by „Żuraw” przeniósł się właśnie na Wyspy a nie do Turcji. Byłem przekonany, że jego transfer utoruje drogę do Szkocji innym Polakom. To było siedem bardzo ciekawych i ekscytujących miesięcy mojego życia. Niemniej jednak porównywanie się z moim bratem nie ma sensu. On tę pracę traktował śmiertelnie poważnie, a ja zostałem ściągnięty do Wisły trochę alarmowo.
Pan początkowo pracował stricte w TeleFonice…
JB: Tak, odpowiadałem wówczas za PR. Jak już się zagospodarowałem na swoim, to pan Cupiał wezwał mnie do siebie i powiedział żebym coś w tej Wiśle porobił - wiadomo - sprawa z Kasperczakiem…
http://wislalive.pl/polecamy/j__basalaj ... em___-599/



