NBA... - Strona 93

Dewiza tego działu to: 'Nie samą piłką człowiek żyje". Dyskusje na temat wszystkich dyscyplin sportowych, od ping-ponga poczynając, na curlingu kończąć.
×

Po mistrzostwo w sezonie 2018/2019 sięgną:

Milwaukee Bucks
2
10%
Toronto Raptors
3
14%
Boston Celtics
4
19%
Philadelphia 76ers
0
Brak głosów
Golden Stdate Warriors
5
24%
Denver Nuggets
0
Brak głosów
Houston Rockets
1
5%
Oklahoma City Thunder
2
10%
Portland Trail Blazers
0
Brak głosów
ktoś inny
4
19%
Awatar użytkownika
czeher
Nałogowy hazardzista
Nałogowy hazardzista
Posty: 13636
Rejestracja: 27 lis 2004, 11:05
Reputacja: 1
Lokalizacja: okolice GLIWIC

Re: NBA...

Post Wyświetl pojedynczy post autor: czeher » 07 maja 2013, 20:17

Przeciez to o Rose'a nie chodzi... tylko o pozostale persony, ktore wylatywaly w spotkaniach z Brooklynem

jezeli to nie jest sensacja, zwlaszcza w decydujacym spotkaniu to gratuluje :badziewie:

Awatar użytkownika
Biały
Kapitan
Kapitan
Posty: 3508
Rejestracja: 11 sie 2011, 13:32
Reputacja: 27
Lokalizacja: Katowice

Re: NBA...

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Biały » 07 maja 2013, 20:42

Dla Heat był to tak na prawdę pierwszy poważny mecz w tych PO, nie wyciągałbym pochopnych opinii na temat tej serii tym bardziej, że Lebron miał strasznie słaby dzień- przez większość meczu skupiał się na kreowaniu a gdy już wziął się za rzucanie to nic mu siedziało. Wątpię żeby w serii z Bulls drugi raz zagrał tak słabo.
To samo GSW.Nie oglądam dużo meczów na Zachodzie, ale oni na czele z Currym są niesamowicie groźni także ciężka przeprawa SAS się szykuje.
Curry to w ogóle jest fenomen, patrząc na jego grę widzę skrzyżowanie Millera z Iversonem. Trzecia kwarta w jego wykonaniu była czymś niesamowitym, nie tylko zdobył 22(?) punkty po rzutach, które nie miały prawa wpaść, ale również bardzo skutecznie kreował swoich partnerów. Szkoda, że cały jego wysiłek poszedł na marne prze idiotyczne decyzje Jacksona, który pod koniec meczu postanowił zagrać 2 rozgrywającymi i 3 niskimi skrzydłowymi.
bez Rose'a ta drużyna gra zdecydowanie bardziej zespołową i zbilansowaną koszykówkę
Brak Rose będzie widoczny gdy Lebron wreszcie włączy PlayOffs mode- wtedy zespołowa i zbilansowana koszykówka pozbawiona gwiazdy na wiele się nie zda.

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2055

Re: NBA...

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Morrow » 07 maja 2013, 21:39

Też nie wyciągałbym jakichś większych wniosków z tej wygranej Chicago. Co prawda imponuje to jak gra Robinson. Mało kto chyba się spodziewał, że KryptoNate pod nieobecność Hinricha i Rose'a będzie grał tak, że ich nieobecność nie będzie tak odczuwalna. Noah też podskoczył do poziomu, do którego przez lata tylko aspirował, to co wyprawiał w Game 7 z Brooklynem robiło wrażenie. Tyle, że przy tych brakach kadrowych długo nie pociągną (Noah podobno ma jakiś uraz stopy) a Heat to jednak znacznie bardziej wymagający rywal niż Nets. W dodatku wczoraj Miami grało jakby z zaciągniętym ręcznym, niewiele im wychodziło ale taki mecz zawsze się trafia w PO, IMO ta wygrana ich tylko podrażni. Nadal obstawiam, że nie będzie 7 spotkań w tej parze a zwycięsko wyjdą z tego Heat. I to, że Deng wraca na następny mecz wiele Chicago moim zdaniem nie pomoże. Urwą moim zdaniem Heat jeszcze jeden mecz w Chicago. Tak typuję, choć chciałbym się mylić.

Curry w ogóle jest jednym z najlepszych graczy ligi podczas PO. Niesamowity sezon gra ten chłopak. W ogóle pierwsza porażka Warriors na własne życzenie, mieli Spurs na widelcu i gdyby nie to, że frajersko dali się dogonić w czwartej kwarcie i kompletnie zgaśli w tych dogrywkach pewnie powtórzyliby wynik Bulls z Miami.

Emocje za to powinny być do końca w parach OKC - Memphis i Indiana - Knicks. Oklahoma bez Westbrooka wręcz wydarła tę pierwszą wygraną na własnym parkiecie w ostatniej kwarcie. Praktycznie tylko Durant i Martin punktowali, przypadek Grizzlies podobny do Warriors, mieli patent na rywala i wygraną na wyciągnięcie ręki ale sfrajerzyli w 4 kwarcie. Ciężko będzie OKC w tej serii, raz, że Memphis to cholernie niewygodny rywal, dwa, że o ile Durant pewnie dalej będzie punktował i szalał to ciężko dojrzeć kogoś kto mu pomoże, Martin w pierwszym meczu się wstrzelił ale on raczej nie będzie tak grał w każdym meczu tej serii. Z kolei Ibaka był fatalny i jeśli OKC mają coś ugrać w tej parze to musi się poprawić.

Awatar użytkownika
Biały
Kapitan
Kapitan
Posty: 3508
Rejestracja: 11 sie 2011, 13:32
Reputacja: 27
Lokalizacja: Katowice

Re: NBA...

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Biały » 07 maja 2013, 22:48

Czy ja wiem czy będą aż takie emocje w tych meczach? Ani Thunder ani tym bardziej Knicks nie mają po swojej stronie zbyt wielu argumentów, które mogłyby sprawić, że byliby w stanie wygrać serie ze swoimi przeciwnikami. Największym problemem drużyny z Nowego Jorku jak na ironie losu jest ich największy gwiazdor- Carmelo Anthony. Melo po raz kolejny w swojej karierze pokazuje, że jest graczem, który świetnie wygląda tylko w sezonie regularnym, a gdy przychodzą Play Offy bardzo dużo traci na swojej efektywności. Rok temu można było mu wybaczyć słabszą grę, w końcu krył go James, który grał niesamowitą defensywę, ale teraz? Przecież biorąc pod uwagę to jak grał jeszcze parę tygodni temu powinien ruchać wszystkich rywali w ofensywie niezależnie czy był nim Green, Garnett, Pierce czy George. Zresztą nawet będąc lepiej obudowanym w Denver Nuggets nie błyszczał jakoś specjalnie. Z pewnością nie jest graczem na którym chciałbym budować zespół z myślą o walce w PO. X factorem tej serii zdecydowanie jest Roy Hibbert. Po słabym sezonie regularnym w, którym zanotował spory regres w porównaniu do ubiegłorocznych rozgrywek nie spodziewałem się po nim niczego wielkiego, ale jego występy w serii z Hawks oraz meczu z Knicks mnie uspokoiły. Ma niesamowity impact na grę defensywną Pacers, coś jak Chandler za czasów gry w Mavericks, bez niego drużyna z Indianapolis traci bardzo dużo. Jeżeli podtrzyma formę powinien być kluczowym graczem tej serii. Swoją drogą cieszy mnie to, że wysocy gracze drużyny prowadzonej przez Vogela pokazują jak śmieszny jest smallball gdy gra się przeciwko klasycznie zbudowanej drużynie, Melo w walce z Westem po prostu jest bez szans, a Chandler nie wygląda już tak dobrze jak w ubiegłych latach. Gdy dodamy do tego jeszcze ćwierćinteligenta Smitha wychodzi na to, że nie powinno być w tej serii więcej niż 6 spotkań.


Podobnie typuje konfrontacje Grizzlies z Thunder. Durant może i jest drugim najlepszym graczem ligi, ale nie pociągnie sam drużyny będąc odpowiedzialnym za prowadzenie ataku+ walkę o 1/3 piłek na deskach. Jeżeli przeanalizujemy grę ofensywną Thunder wyjdzie nam, że tak naprawdę grają we 3. Mając aofensywny duet podkoszowy graczami odpowiedzialnymi za atak są jedynie Jackson(który nie ma pojęcia o rozgrywaniu), Durant oraz któryś z dwójki Sefolosha/Martin- czy to wystarczy przeciwko najlepszej defensywie ligi? Wątpię, tym bardziej, że dwaj ostatni gracze raczej powodują uśmiech na twarzy Allena aniżeli jakikolwiek lęk. Mogą również spróbować grać smallballem rezygnując z żenującego Perkinsa, ale wtedy Randolph urządziłby sobie publiczny gwałt na Durancie, więc raczej nie jest to ruch warty ryzyka. Nie umiem znaleźć żadnego argumentu przemawiającego za Thunder. Jeżeli Conley po pierwszym meczu szybko się ogarnie(a o to jestem pewien) to będę zdziwiony jeżeli Oklahoma sprawi jakiekolwiek problemy Grizzlies, którzy drugiego tak słabego meczu nie zagrają.

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2055

Re: NBA...

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Morrow » 02 cze 2013, 12:58

No i proszę jak Indiana się postawiła Miami. Będzie Game 7 i choć spodziewam się, że jednak Heat wykorzystają przewagę własnego parkietu i zagrają w 3 finale z rzędu to i tak należą się ogromne brawa dla Pacers bo nie spodziewałem się aż takiego oporu z ich strony. Świetny przykład tego jak konsekwencją i mądrą budową zespołu można stworzyć świetnie zorganizowaną ekipę bez największych gwiazd ligi zdolną do wielkich rzeczy. Game 7 jutro o 2.30 i liczę, że będą emocje.

W finale już czekają dziadki ze Spurs, tym razem udało się dojść do finału. Zemsta za odpadnięcie dwa lata temu w pierwszej rundzie była słodka, byli faworytem w tej parze ale nie spodziewałem się, że Memphis nie urwie nawet 1 meczu. Trochę Spurs przypominają mi Mavs sprzed dwóch lat, równie doświadczona ekipa od kilku lat próbująca sięgnąć po triumf ale zawsze czegoś brakowało. Może w tym roku się uda, dla wielu graczy to będzie ostatnia szansa na kolejny pierścień.

W cieniu PO wczoraj karierę zakończył Grant Hill, pierwszy z "nowych Jordanów", który jednak nigdy nie zrobił kariery jaką mu zapowiadano. Najbardziej przeszkodziły kontuzje ale jakoś nigdy nie byłem w gronie wielkich fanów jego talentu choć umiejętności nie można mu było odmówić.

Awatar użytkownika
Biały
Kapitan
Kapitan
Posty: 3508
Rejestracja: 11 sie 2011, 13:32
Reputacja: 27
Lokalizacja: Katowice

Re: NBA...

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Biały » 02 cze 2013, 13:21

Morrow pisze:że jednak Heat wykorzystają przewagę własnego parkietu

Lebron, nie Heat. Gracze z Miami bardziej mu przeszkadzają w tej serii niż pomagają. Andersen zaangażowaniem zjada Bosha i Wade razem wziętych.
Ostatnio zmieniony 02 cze 2013, 13:29 przez Biały, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
majer13
Kapitan
Kapitan
Posty: 2923
Rejestracja: 05 cze 2006, 19:57
Reputacja: 53
Lokalizacja: Miasto know - how !

Re: NBA...

Post Wyświetl pojedynczy post autor: majer13 » 02 cze 2013, 13:26

Jeśli duet Bosh-Wade nie zagra lepiej niż w ostatnich meczach to Indiana awansuje. Miami ma przewagę własnego parkietu ale gdyby nie głupotą w pierwszym spotkaniu i świetna 3q w piątym meczu LBJ-a to tak naprawdę już byłoby po serii. Indiana Jest zespołem na ten moment lepszym, nie zadość że mają odpowiedź na MVP w postaci PG, to dodatkowo mają olbrzymią przewagę na tablicach i w pomalowanym, co doskonale w tej serii wykorzystują. Miami ma więcej powera z ławki ale nie oszukujmy się nie jest to też jakaś świetna długa ławka jak w przypadku SAS czy NYK. Tak czy inaczej nie widzę aby ktokolwiek z finalistów miał większe szansę z tak dysponowanymi Ostrogami. Wade przez kontuzje już nie ma tego błysku, a Bosh poza pojedynczymi występami nie jest zawodnikiem który może zaważyć, szczególnie mając za rywala Duncana. Indiana natomiast nie wygra z SAS zdobywając po 15 punktów z ławki.

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2055

Re: NBA...

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Morrow » 02 cze 2013, 13:28

To akurat fakt. Wczoraj to było aż nadto widoczne i byliśmy świadkami meczu Indiana vs LeBron. Sam James jednak Pacers nie wyeliminuje i w Game 7 jestem pewny, że przed własną publiką ktoś z Miami jeszcze "zaskoczy".

Na papierze SAS wygląda bardzo dobrze i w tej chwili najmocniej ale ja bym niczego nie przesądzał, szczególnie jeśli po drugiej stronie będzie Miami. Ta ekipa jest strasznie chimeryczna w tym sezonie ale wciąż jak odpali to może na nią brakować mocnych. Pacers IMO nie mają aż takiego potencjału i nie byliby w stanie wyrwać Duncanowi i spółce więcej niż 2 meczów.

Awatar użytkownika
majer13
Kapitan
Kapitan
Posty: 2923
Rejestracja: 05 cze 2006, 19:57
Reputacja: 53
Lokalizacja: Miasto know - how !

Re: NBA...

Post Wyświetl pojedynczy post autor: majer13 » 02 cze 2013, 13:37

Morrow pisze: Na papierze SAS wygląda bardzo dobrze i w tej chwili najmocniej ale ja bym niczego nie przesądzał, szczególnie jeśli po drugiej stronie będzie Miami
Gdybyśmy mieli sezon 2011/12 zgodziłbym się. Ale nadal twierdzę że jeśli Wade się nie obudzi, to LBJ maksymalnie urwie dwa mecze. Wystarczy spojrzeć na finał konferencji. San Antonio również ich zdominuje w pomalowanym, ale będzie miało jeszcze dwie rzeczy których brakuje Pacers : grę dystansowa oraz olbrzymi potencjał z ławki. Jeśli Heat tak męczą się w trwającej serii to na ten moment nie widzę żadnego logicznego faktu, po którym mógłbym powiedzieć: jest szansa. No jest jeszcze przewaga na ławce trenerskiej i nie ma tutaj żadnej dyskusji. Tak jak pisze od początku Heat potrzebują Wade - bez niego albo odpadną już na wschodzie albo po 5-6 meczach przegrają finał ;)

Awatar użytkownika
Biały
Kapitan
Kapitan
Posty: 3508
Rejestracja: 11 sie 2011, 13:32
Reputacja: 27
Lokalizacja: Katowice

Re: NBA...

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Biały » 02 cze 2013, 13:49

Tylko kto? Kontuzjowany Wade, który swój prime ma już za sobą? Zwierzęcy atletyzm na którym bazował Dwayne już się skończył, a przez to, że w pewnym momencie mu po prostu odjebało na swoim punkcie nie pracował nad innymi elementami gry, które nie są zależne od fizyczności. W tym momencie najlepiej widać jak bardzo Lebron różni się od D-Wade na tle mentalnym.

Po Boshu też zbyt dużo bym się nie spodziewał. Gracz, który przez całą karierę słynie z tego, że jest pizdą ma w kluczowym momencie wziąć odpowiedzialność na swoje ramiona? Dobre. Na miejscu Rileya jak najszybciej handlowałbym Chrisem póki ma jeszcze jakąś wartość.

Na chwile uwagi zdecydowanie zasługuję Paul George. Niesamowity postęp zrobił ten chłopak. Nie potrafię sobie przypomnieć zawodnika, który pomimo tego, że przez cały mecz efektywnie krył Lebrona to na dodatek miał siły na prowadzenie w ofensywie swojego zespołu. Pomimo tego, że nadal jest nieco surowy to przy odpowiedniej pracy włożonej na treningach(a tego, że tak będzie jestem pewien) spokojnie może wskoczyć na poziom superstara. Obok Walla, AD i Hardena zdecydowanie jest moim ulubionym zawodnikiem.
Tak czy inaczej nie widzę aby ktokolwiek z finalistów miał większe szansę z tak dysponowanymi Ostrogami
Jeżeli Pacers awansują to z pewnością powalczą ze Spurs. Indywidualnie bardzo dobrze pojedynkują się z drużyną z San Antonio. Wiem, że podobne głosy padały przy okazji serii z Grizzlies, ale jednak Pacers są znacznie efektywniejsi w ofensywie. W porównaniu do Miśków mają zawodnika, który jest w stanie zagrozić rzutem za trzy. Gdy dodamy do tego jeszcze Westa(w PO gra na poziomie all star), który z pewnością Splitterowi sprawi więcej problemów aniżeli Randolph oraz świetnego w defensywie Hibberta, który jest zdolny ograniczyć Parkera i Duncana wychodzi na to, że Pacers nie są na skreślonej pozycji. Największym problemem jest ławka, ale wierzę, że 7 osobową rotacją dadzą rade.
grę dystansowa
Pacers w porównaniu do Grizzlies świetnie bronią obwód.
Ostatnio zmieniony 02 cze 2013, 14:45 przez Biały, łącznie zmieniany 1 raz.

krzysiu
Kapitan
Kapitan
Posty: 2503
Rejestracja: 27 paź 2005, 20:25
Reputacja: 145
Lokalizacja: Turek

Re: NBA...

Post Wyświetl pojedynczy post autor: krzysiu » 02 cze 2013, 14:02

Ja się zastanawiam czy LBJ jeszcze ma szansę sam coś osiągnąć w Miami - Wade coraz gorszy i kontuzjogenny , Bosh to jednak nie to . Ciekawe czy przyjęliby LBJ w Cavsach :)

Awatar użytkownika
majer13
Kapitan
Kapitan
Posty: 2923
Rejestracja: 05 cze 2006, 19:57
Reputacja: 53
Lokalizacja: Miasto know - how !

Re: NBA...

Post Wyświetl pojedynczy post autor: majer13 » 02 cze 2013, 14:09

Biały pisze:Pacers w porównaniu do Grizzlies świetnie bronią obwód.
To jest teza nie do obalenia, ale i tak nie są w stanie zmniejszyć do minimum rzutów za 3pkt. Będą musieli zagęścić strefę podkoszową, bo inaczej Timmy będzie ich boleśnie karał, nie wspominając już o wjazdach Parkera. Powalczyć na pewno powalczą, bo Indiana to zespół strasznie ambitny, u siebei na pewną urwą 1-2 spotkania ale nie widzę czym mieliby punktować SAS w przebiegu całej serii, teraz jest to gra duetem Hibbert-West. Świeżość z ławki wygra tą serię dla SAS, o Miami nie ma co pisać, bez Wade w formie pierścienia nie zdobędą.

Awatar użytkownika
Biały
Kapitan
Kapitan
Posty: 3508
Rejestracja: 11 sie 2011, 13:32
Reputacja: 27
Lokalizacja: Katowice

Re: NBA...

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Biały » 03 cze 2013, 16:39




Gracz, który swoją grą i zachowaniem najbardziej ze wszystkich zawodników przypomina lata 90. Propsy dla Hibberta.

Awatar użytkownika
Morrow
Administrator
Administrator
Posty: 12926
Rejestracja: 15 maja 2006, 22:36
Reputacja: 2055

Re: NBA...

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Morrow » 04 cze 2013, 16:52

No i Miami tak jak przewidywałem. Może gdyby Game 7 miało miejsce w Indianie to inaczej by się to potoczyło ale i tak trzeba oddać Pacers, że napsuli sporo krwi LeBronom w tej serii. Bardzo dobry mecz Miami w defensywie, zupełnie wyłączyli George'a i Westa, drugą kwartą praktycznie załatwili mecz i emocji nie było. James na swoim poziomie pociągnął drużynę, czułem, że Wade i Bosh nie zagrają kolejnego tak beznadziejnego meczu tym bardziej, że to było g7 i to w dodatku w Miami.

Zdania przed finałem nie zmieniam, faworytem na ten moment Spurs, są równiejsi, lepiej zbalansowani i zorganizowani ale nie przekreślam Miami.

Awatar użytkownika
Maciek (interista)
Kapitan
Kapitan
Posty: 3216
Rejestracja: 08 mar 2006, 18:38
Reputacja: 183

Re: NBA...

Post Wyświetl pojedynczy post autor: Maciek (interista) » 05 cze 2013, 15:43

Duncan i Lebron to chyba dwaj najlepsi gracze ery post-jordanowskiej (ewentualnie mozna wmieszac Szaka), chocby z tego wzgledu warto bedzie ten final obejrzec.

Ja tam sie sklaniam jednak ku Heat, Spursi nie maja graczy w prime, Lebron jest natomiast chyba u szczytu swoich mozliwosci.

Mysle tez, ze na finaly tacy weterani jak Wade, Allen czy Battier zepna poslady i James nie bedzie juz taki osamotniony.

Chociaz kibicowac bedzie druzynie Popa.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Inne sporty”