No i proszę jak Indiana się postawiła Miami. Będzie Game 7 i choć spodziewam się, że jednak Heat wykorzystają przewagę własnego parkietu i zagrają w 3 finale z rzędu to i tak należą się ogromne brawa dla Pacers bo nie spodziewałem się aż takiego oporu z ich strony. Świetny przykład tego jak konsekwencją i mądrą budową zespołu można stworzyć świetnie zorganizowaną ekipę bez największych gwiazd ligi zdolną do wielkich rzeczy. Game 7 jutro o 2.30 i liczę, że będą emocje.
W finale już czekają dziadki ze Spurs, tym razem udało się dojść do finału. Zemsta za odpadnięcie dwa lata temu w pierwszej rundzie była słodka, byli faworytem w tej parze ale nie spodziewałem się, że Memphis nie urwie nawet 1 meczu. Trochę Spurs przypominają mi Mavs sprzed dwóch lat, równie doświadczona ekipa od kilku lat próbująca sięgnąć po triumf ale zawsze czegoś brakowało. Może w tym roku się uda, dla wielu graczy to będzie ostatnia szansa na kolejny pierścień.
W cieniu PO wczoraj karierę zakończył Grant Hill, pierwszy z "nowych Jordanów", który jednak nigdy nie zrobił kariery jaką mu zapowiadano. Najbardziej przeszkodziły kontuzje ale jakoś nigdy nie byłem w gronie wielkich fanów jego talentu choć umiejętności nie można mu było odmówić.



