Rafał Stec
Jeszcze nigdy prezes, który niszczył polski futbol, nie miał takiej szansy. Wszyscy - rząd, sponsorzy, media - musimy Michała Listkiewicza zaszantażować - albo wytępi zarazę i przejdzie do historii, albo zostanie wypędzony i potępiony.
Panie prezesie, dość. Dość kłamstw, fałszywych obietnic, pozornych rewolucji, tuszowania oszustw, a nade wszystko - chowania głowy w piasek, kiedy trzeba działać. I uchylania się od odpowiedzialności. Od lat wmawia Pan, że na nic nie ma wpływu. Ani na reprezentację, ani na kluby, ani śmierć polskiej myśli szkoleniowej, ani na stadionowy bandytyzm. Teraz, gdy cały kraj widzi, że nasz futbol to siedlisko kryminalistów, słyszymy, że Niemcy i Czesi też mieli skandale. Ale oni nie mówili, że w Polsce jest gorzej. Oni działali.
-----
Pan, Panie Prezesie, na serię afer - choć tym razem do akcji wkroczyła prokuratura - znów zareagował ponurym żartem. Powołał kuriozalną Komisję Etyki, której kompetencje są jak zwykle szerokie i rozmyte, czyli żadne, i zapowiedział wysyłanie na stadiony tzw. superobserwatorów. Obserwatorzy to oceniający pracę arbitrów byli arbitrzy. Grupa zepsuta i sprzedajna. Superobserwator znaczy superskorumpowany?
Nie, Panie Prezesie, to ma być rewolucja. Muszą polecieć głowy. W poniedziałkowej audycji TVP "Teren sportowy" zapowiedział Pan, że gilotyna zetnie głowy 70 proc. obserwatorów. Przysięgał już Pan sporo. I zwykle kłamał. Afery pan wyciszał, a ludzie zapominali.
Tym razem nie dopuścimy, by zapomnieli. Mamy też nadzieję, że przypilnuje Pana obecny w studiu szef polskiego sportu. Może nawet zainteresuje sprawą premiera. W końcu angielski futbol uzdrowiła w latach 80. Margaret Thatcher.
Czekamy na listę nazwisk. Listę usuniętych podpartą szczegółowym uzasadnieniem, dlaczego iks czy igrek został stracony. Zło musi zostać publicznie potępione, kara cywilnej śmierci jest niezbędna, jeśli oszuści mają się bać.
-----
Chce Pan wskazywać sędziom hotele, w których mają mieszkać przed meczami. Po co? Chce Pan nakazać obserwatorom wystawianie not sędziom najdalej dwie godziny po meczu. Dlaczego? Niech mają i trzy dni, ale niech dokładnie zanalizują mecz i wystawią dobrze przemyślaną ocenę. I nie obserwatorzy, lecz grupa zaufanych ludzi, którzy będą też decydować, jaki mecz arbiter poprowadzi. Zaufanych, czyli takich, za których Pan ręczy. Nie potrzebujemy Komisji Etyki z wiceministrem skarbu i profesorem geologii Stanisławem Speczikiem czy profesorem Józefem Lipcem, promotorem prac naukowych o "aksjologii pływania". Nie potrzebujemy myślicieli od moralności, żeby badać, czy ktoś wziął w łapę. Potrzebujemy fachowców. Uczciwych fachowców.
Jeszcze raz przypomnijmy, co Pan mówił "Gazecie" w czerwcu 2001 roku (cztery lata temu!): "Na podstawie informacji przekazywanych z klubu do klubu i z klubu do związku stworzona zostanie czarna lista ludzi hańbiących polski futbol. Znajdą się na niej sędziowie, działacze, piłkarze, trenerzy. Dla nich nie będzie miejsca w polskiej piłce. Teraz nie trzeba już będzie dowodów, prokuratora, sądów, by dyskwalifikować czy srogo ukarać. Jak będą uzasadnione podejrzenia, że mecz był nieuczciwy, kluby ukarzemy obustronnymi walkowerami. A piłkarzy i sędziów będziemy mogli zdyskwalifikować dożywotnio".
Wtedy Pan kłamał, ale jest szansa na rehabilitację. Prezes związku jest absolutnym suwerenem, ma wszechwładzę i może mówić wprost - oto drań, dla którego miejsca w naszej piłce nie ma. Kilku ludzi o nieposzlakowanej opinii się znajdzie. Pamięta Pan obecnego w poniedziałek w TVP Jarosława Szostka, którego środowisko zniszczyło, bo sprzeciwiał się nieuczciwościom? Może poprosić go o pomoc? I wyjaśnić sprawę Janusza Hańderka. Obecnemu szefowi Kolegium Sędziów, na autorytet którego Pan się notorycznie powołuje, Szostek publicznie postawił ciężki zarzut. To on miał na szkoleniu dla sędziów powiedzieć mu: "Zostaniesz ukarany, bo wyszedłeś przed szereg." Puści to Pan, Panie Prezesie, mimo uszu?
-----
Zniesienie zakazu tłumaczenia się z sędziowskich decyzji to pomysł dobry, ale niewystarczający. Niech Pan zrobi więcej, niech Pan do mówienia zachęca, może wyda odpowiednie instrukcje, nawet jeśli oznacza to dla arbitrów podwójne obciążenie. Solidnie na to zapracowali.
Takim krokiem możemy wyprzedzić świat, bo sędziowie wszędzie tłumaczą się niechętnie, wszędzie chroniony jest ten, na kim ciąży największa odpowiedzialność. Trener płaci za własne grzechy, piłkarz ponosi konsekwencje własnych pomyłek lub niedotrenowania - niekompetencja arbitra niweczy cudzy wysiłek.
Być pod ostrzałem dziennikarskich pytań wcale nie musi oznaczać większej presji. Pomyłki są naturalne, ale budzący podejrzenia nadmiar musi być publicznie piętnowany. I prezes musi temu trendowi - nazywania rzeczy po imieniu - przewodzić. Kiedy sędzia skompromituje się podczas następnego meczu ŁKS-u z Kujawiakiem, sprawa nie może przepaść w proceduralnych zawiłościach, w których lubuje się Eugeniusz Stanek - szef Najwyższej Komisji Odwoławczej, człowiek tak zaufany, że powołał go Pan do Komisji Etyki. Następnego dnia Michał Listkiewicz musi wydać zdecydowane oświadczenie: "To skandal, karą będzie ..., to się już nie powtórzy". Kiedy arbiter - jak Antoni F. w Pucharze Polski - nie będzie znał regulaminu, jego zwierzchnik Hańderek nie ma prawa poprzestać na refleksji: "Uczulimy sędziów, by zaczęli czytać regulaminy". Takich delikwentów trzeba z boisk przepędzić.
-----
Niech prezes nie zasłania się zarządem, niech wreszcie wykorzysta te 99 proc. głosów uzyskanych w wyborach. Jeśli ktoś będzie się zmianom sprzeciwiał, niech poda jego nazwisko, niech dziennikarze sabotażystę przepytają. Powtórzę - groźba publicznej infamii to niebezpieczna broń.
Tak naprawdę sprawy zaszły tak daleko, że potrzebny byłby nadzór z zewnątrz. Ministerstwo Sportu nie może jednak wystąpić do sądu, by ten zezwolił na zarząd komisaryczny, bo FIFA wykluczyłaby polskie drużyny z wszelkich rozgrywek. Poza tym prezes nie działa wbrew statutowi - tam nie jest napisane, że nie można handlować punktami. Dlatego Listkiewicz powinien sam zwrócić się o pomoc do rządu, policji, prokuratury etc.
Nierealne? Nie mamy już złudzeń, że prezes jest zdolny do zdecydowanych działań, on raczej kryje zdegenerowany układ. Ostatnia nadzieja to presja otoczenia. Czy sponsorująca ligę Idea chce budować wizerunek, identyfikując się ze światem uchodzącym za synonim korupcji? Czy Canal+ chce udawać, że pokazuje mecze, w których gra się serio? Czy właściciele największych klubów chcą, by mówiło się, że są umoczeni w całą tę futbolową mafię? Czy szef polskiego sportu zignoruje degrengoladę w najważniejszej dyscyplinie?
Wszyscy muszą wywrzeć nacisk, Listkiewicz musi poczuć się osaczony. Nie mieć wyjścia. Wiemy już, że z własnej woli nie zrobi nic. Od lat niszczy polski futbol. Jeśli w drugiej lidze awansu się nie wygrywa, lecz kupuje, to młody zdolny piłkarz na pierwszej lekcji dorosłej piłki uczy się, że jego umiejętności nie mają żadnego znaczenia.
Panie Prezesie, wciąż ma Pan szanse na odkupienie. Nigdy nie było bardziej sprzyjającego klimatu do rewolucji. Albo ją Pan przeprowadzi i przejdzie do historii, albo potwierdzi Pan to, co dziś wydaje się jasne - trzyma Pan z tymi, co pasożytują na polskiej piłce. A jak piłka zdechnie, to i pasożyty szlag trafi.
Dobrze, że cytuje poprzednie wypowiedzi Listka, widać, że nas nabija. Sądzę, że sprawa powoli zmierza do zwolnienia pana Misia






