Jestem szczęściarzem, że nigdy w życiu nie byłem świadkiem znęcania się nad zwierzętami. Jedyną historię jaką znam, to jak mój kumpel znalazł swojego psa (niestety od roku już nie żyje psinka) - znalazł go uwiązanego do poręczy w jednym ze starych tuneli w Gdańsku, akurat takim, przez który rzadko ktoś przechodził. Kumpel znalazł psa około 8 rano, więc prawdopodobne, że spędził tam całą noc. Do końca życia psiak miał traumę związaną z tunelami, na tyle silną, że nie był w stanie przejść pomiędzy czyimiś nogami.
Gdybym spotkał taką gnidę, która uwiązuje psa gdzieś w środku lasu, to bałbym się, że zatłukę skurwesyna gołymi rękami. Jeśli ktoś chce porzucić zwierzaka to czemu nie może zrobić tego gdzieś, gdzie ktoś go znajdzie? Dlaczego jakieś lasy, jakieś pudełka, jakieś wyrzucanie z auta? Dla mnie ktoś, kto tak traktuje zwierzęta, równie dobrze mógłby tak potraktować człowieka. Nie można mieć empatii względem ludzi, ale już nie zwierząt. To są objawy psychopatii.



