Panowie...
moim zdaniem Kostkowi raz chodziło o to co napisał już Dorian wiec nie będę go powtarzał, a druga sprawa bardziej IMHO intrygująca i ciekawa to zastanowienie się nad samym "efektem rannym".
Czy wstać odrazu, szybko przy jeszcze wciąż słyszalnym waleniu jak młot w nasze zwoje mózgowe budziku, czy lepiej polezakować sobie chwilę w miłej nadal odczuwalnej sennej utopi, przy tym jednak narażając się na możliwość dotarcia do momentu w którym przekroczymy cieńką linię dzielącą nas od rzeczywistości i popadnięcie w błogi sen.
Ważny jest też element kawowy w całym aspekcie sprawy... czy ja wypić i doświadczyć 3 godzinki później tak zwanego "zejścia" które cięzko jest przeżyć bez dodatkowej ilości coffeiny... wiec sięgamy po następną małą czarną i razimy nasz czuły żołądek na skurcze i swego rodzaju bóle, gdyz jak chyba kazdy wie kawa obok coli nie jest najlepszym skladnikiem "pitnym" że się tak wyraze, poprzez który nasz ciąg pokarmowy pobierze z niego wodę... możemy sie napić wody w tym momencie ale co z tego, jezeli nadal bedziemy senni i przybici do biurka przy ktorym jak w złym filmie brakuje najwazniejszej rzeczy... poduszki...



