Rok temu Lech w wielkim stylu pokonał Szwajcarów, by męczyć się z mocno przeciętną Austrią, która zresztą notowała kiepskie występy i nie grała wyraźnie tak, jak mogłaby. Rok temu Lech grający na 100% w Europie osiągał swoje sukcesy (w skali polskiej remis z Deportivo to olbrzymi sukces!) głównie dzięki temu, że gorzej, niż potrafią, grali rywale. Lech w skali polskiej jest klubem wybitnym obecnie, mądrze prowadzonym sportowo i sensownie się wzmacniającym, ale to nie znaczy, że jest faworytem w meczu z czołówką belgijską. Dla Brugge Lech wcale nie jest wielkim zespołem - gwiazdy Lecha jak Rengifo, Stilic czy Peszko da się bardzo łatwo wyłączyć z gry, kiedy się ich już zna po zeszłym sezonie. Dlatego właśnie mogą Belgowie Lecha zlekceważyć, który gryząc trawę może sprawić im niemiłą niespodziankę w Belgii.jezeli ktos moze zlekcewazyc Lecha po ubieglorocznym sezonie w europejskich pucharach czy po meczu w Norwegii to napewno nie zespoly pokroju Bruggi lecz te z najwyzszej polki
Ja wiem, że dla niektórych polskie ekipy to czołówka, a zwycięstwo z Feyenoordem na wyjeździe pokazuje autentyczną wielkość polskiego futbolu, jedynie czasowo i przypadkowo przyćmiewaną przez jakiś kelnerów z Estonii. Ale profesjonaliści z zachodu dobrze wiedzą, na co polski futbol stać, i dlatego mogą takiego Lecha zlekceważyć - bo wyluzują się trochę bardziej, niż powinni.








