Jasna sprawa, ale żeby ta młodość była na jakimś poziomie, to pieniądze mieć trzeba. To już nawet pal licho to gromadzenie doświadczenia na przyszłość, ale gdybym podczas studiów nie pracował i miał się utrzymywać z jakiegoś stypendium czy kasy rodziców, to chyba bym nie wyżył. Potrzeby są spore, a od bezczynnego siedzenia (bo studia, bo dupy trzeba zarywać) chyba bym na głowę dostał.cru pisze:Przez 5 lat studiow palcem nie kiwnalem w kwestii pracy - mlodosc jest jedna, studentki trzeba wyrywac, itd. Prace znalazlem w ciagu tygodnia od daty obrony, wiec da sie, kwestia odpowiedniego sprzedania sie no i jednak cos wiedziec.
Wszystko idzie połączyć. Można pracować, bawić się, zachlać w weekend, a do tego pałaszować jakieś dobre książki i się rozwijać. Doba ma 24 h, więc jak ktoś chcę, to na luzie wyrobi. No chyba, że będzie jak mój kumpel z WNSu, który wstawał dopiero po 12 i potem się dziwił, że dzień tak krótki i z niczym się już nie ogarnie











