2. City +5
3. Newcastle +7
4. Tottenham +8
---------
5. United +14 (po dziś być może 'tylko' +11)
6. Liverpool +15
8. Chelsea +16
Ta sytuacja w tabeli jest wręcz niepoważna. Warto dodać że cała czołówka zagrała po 8 domowych spotkań, a Arsenal tylko 6 - a przecież wiadomo że Arsenal to drużyna własnego boiska. Z drugiej jednak strony nie graliśmy jeszcze z City i Newcastle, czyli 2. i 3. drużyną w tabeli, ale zaś z trzeciej strony rozegraliśmy więcej spotkań z drużynami TOP6 niż City, więc w tej pierwszej części sezonu mieliśmy od nich trudniejszy terminarz (silniejsi rywale, więcej wyjazdów).
Tak jak się spodziewałem, 3 najtrudniejsze mecze przyszły właśnie wtedy kiedy nie było Thomasa - wymęczone zwycięstwa w końcówkach nad słabymi Fulham i Aston Villa, oraz porażka na Old Trafford z Man United gdzie rywale wykreowali wszystkie 3 gole właśnie ze strefy w której nie ogarnął jego zmiennik Lokonga. Oby Ghana zebrała w Katarze szybki oklep i nasz mózg w zdrowiu szybko wrócił do Londynu.
Ja osobiście na City się nie oglądam, zacznę to robić jeśli będziemy liderami gdzieś w okolicach 30. kolejki. Cieszą kryzysy Chelsea i Live, problemy United. Wkurza rewelacyjny wynik punktowy Spurs, Conte to jednak geniusz bo tak punktować przy takim kupafutbolu to coś niewiarygodnego. Jeśli Arsenal złapie kryzys to zacznie się tracenie punktów, Tottenhamowi to nie grozi bo Włoch uczynił z punktowania w kryzysie ich styl który skutecznie i konsekwentnie realizują. Już o zeszłym sezonie ktoś napisał, że Arsenal miał kryzys przez 1/4 sezonu zaś Spurs przez cały sezon i ostatecznie skończyli punkt przed nami









