Jak Kane dojdzie do wniosku, że za rok może w sumie odejść za friko i dostać jeszcze za to kilkadziesiąt baniek bonusu od jakiegoś PSG, a Tottenham skończy na 6. miejscu, to raczej Daniel Levy nie będzie wygranym tej sytuacji i będzie go można dodać do długiej listy prezesów, z którymi piłkarze pogrywają w celu optymalizacji zarobków, bo pewnie do tego się sprowadzają te "wahania".






