Możesz sobie to nazywać, że Real się sprzedał. Ja tego w ten sposób nie odbieram. Real poszedł tą samą drogą co wszystkie kluby. Wszystkie z wyjątkiem Barcelony, która wykorzystuje ideologię, która kiedyś naprawdę dużo znaczyła dla samych Katalończyków - dużo więcej niż dziś - z czego również czerpie ogromne zyski dzięki specjalistom od promocji, że tak to nazwę i tym samym rekompensuje straty z potencjalnych reklam na koszulkach. Wystarczyło też sprzedać nike jedną z trybun Camp Nou. Dziś mes que un club to przede wszystkim genialny chwyt przyciągający uwagę, oddziaływający na wyobraźnię młodego pokolenia, które jeszcze nie wybrało swej kibicowskiej drogi, z czego można czerpać wielkie pieniądze. Jeśli jeszcze to idzie w parze z wynikami sportowymi jak w tym roku to tym lepiej. Jednak hasło to nie ma już tego przesłania, które miało w czasach generała Franco i nigdy go już mieć nie będzie. Obecnie kibice Barcelony nadal ten klub uważają za szczególny i lepszy od innych, choć historia jest już wykorzystywana do kolorowania aktualnej rzeczywistości i robienia ludziom wody z mózgu jak to określiłem. Oczywiście Barca nadal ma coś szczególnego, czyli stawianie w pierwszej kolejności na wychowanków klubu, a nie graczy z zewnątrz i ogólny wymóg ofensywnej gry (nie to, żebym wielbił 1000 podań w poprzek, jednak wielu to kocha) wraz z całym dziełem Cruyffa w zespołach młodzieżowych - po części to, a przede wszystkim cała reszta z dawaniem pieniędzy na unicef (a wcześniej czystymi koszulkami) na czele to już w obecnych czasach element strategii marketingu. Inna droga zarabiania pieniędzy, przy pomocy innych chwytów, a cel jest ten sam co w innych klubach. Gdyby to wszystko nie działało, to Barcelona też by się "zaprzedała" by nie popaść w przeciętność. Jednak jest jedynym klubem stosującym takie rzeczy, więc działa i to ze znakomitym skutkiem, zatem się tego trzymają







